Powrót

Rozruszaj stawy z TriMamą!

Dlaczego właśnie ja? Dlaczego właśnie teraz? Te pytania zawsze pojawiają się, kiedy się dowiadujesz, że jakieś badanie wyszło źle. Kiedy wypadek lub choroba przekreślą twoje plany i marzenia. Przeżyłam taki moment, gdy się dowiedziałam, że mam guza mózgu, a właśnie zostałam matką.

Dlaczego właśnie ja? Dlaczego właśnie teraz? Te pytania zawsze pojawiają się, kiedy się dowiadujesz, że jakieś badanie wyszło źle. Kiedy wypadek lub choroba przekreślą twoje plany i marzenia. Przeżyłam taki moment, gdy się dowiedziałam, że mam guza mózgu, a właśnie zostałam matką. Do tej pory wszystko układało się w moim życiu, jakbym była urodzona pod szczęśliwą gwiazdą. Miałam szczęście, że guz został usunięty w całości, a ja wyszłam z operacji bez szwanku. No prawie bez szwanku. Po zabiegu okazało się, że nie mam węchu ani nie czuję smaku. Ale to chyba te przeżycia sprawiły, że nabrałam niebywałego apetytu na życie!

Opowiem wam trochę o sobie. Mam na imię Natalia, mam 36 lat, jestem mamą dwóch córek, żoną i triathlonistką amatorką. Przygoda z triathlonem zaczęła się od kibicowania bratu i mężowi. To za namową Pawła sama zaczęłam trenować. Wolna od guza, mogłam wszystko! On też podpowiedział mi, żebym podzieliła się swoim postanowieniem startu w pierwszym triatlonie. To on mnie zainspirował, żebym założyła bloga i opisywała swoje przygotowania. Pamiętam, jak powiedział: „Zrób to, a nie będzie odwrotu”.

Zaczęłam trenować parę tygodni po urodzeniu Ani. Od samego początku wiedziałam, że nie będzie lekko. Pływałam tylko damską żabką, nie miałam roweru, no i byłam matką karmiącą. Ania na dodatek była dzieckiem uwielbiającym jedzenie i nocne zabawy. Dlatego basen o piątej rano, gdy dzieci jeszcze spały, albo o dwudziestej drugiej, gdy były już w łóżkach, wymagał dużej motywacji. Do tego bieganie, gdy tylko Paweł albo dziadkowie mogli popilnować dzieci. Nie mogłam marudzić, że akurat pada deszcz. A rower? Po bezdrożach, bo bałam się jazdy wśród samochodów.

Takie były początki. Pisałam o tym na blogu TriMamy, odpowiadałam na pytania, jak tylko umiałam. I nagle się okazało, że zainteresowałam tym wielu ludzi. Niesamowite dla mnie było, że moje wpisy stały się motywacją dla innych, dodawały wiary w siebie, podpowiadały, jak wstać po chorobie, nie dać się jej, zmienić styl życia. Ten pierwszy triathlon ukończyłam zalana łzami. Łzami szczęścia. Do dziś słyszę Pawła krzyczącego na mecie: „Dasz radę!”. I słyszę zupełnie obcych ludzi dopingujących: „Dawaj TriMama!”. Od tamtej pory mam za sobą kilka startów większych i mniejszych (triathlon i biegi). I każdy start nadal bardzo cieszy!

Moją siłą jest radość, że jestem zdrowa, że mam dwie wspaniałe córki i wspierającą rodzinę. Oboje z mężem pracujemy i trenujemy, więc bez pomocy rodziców − jednych i drugich – byłoby trochę trudniej (bardzo trudno pewnie). Angażują się w nasze przedsięwzięcia, bo sami jeżdżą na rowerach, chodzą z kijkami, lubią pobiegać rekreacyjnie. Jak tylko czas pozwala, wybieramy się na wspólne wyprawy rowerowe, wycieczki i spacery. To są dla wszystkich wspaniałe chwile. Marysia i Ania uwielbiają mieć przy sobie obie babcie i obu dziadków. Wtedy są najlepsze zabawy, najbardziej dzikie tańce, najbardziej zwariowane przedstawienia, najciekawsze gry i zawody sportowe. Nasze dziewczyny mają chyba jakieś geny sportowe! Super radzą sobie na basenie, uwielbiają jeździć na rowerach, biegają. Ania, która ma niecałe cztery lata, stanęła ostatnio na podium za wygranie biegu na dwieście metrów.

To na pewno również efekt działania przykładem, bo widzimy, jak nas naśladują. I najważniejsze, że nie trzeba ich do niczego zmuszać. Cieszą się, że już poniedziałek – basen, środa – akrobatyka, czwartek – balet. To zmusza mnie trochę do życia z kalendarzem w ręku, bo i pomysłów przybywa.

Dzisiaj nie biegam już tylko dla siebie. W każdą niedzielę organizuję poranne treningi biegowe pod hasłem „TriMama budzi Gdańsk”. Dzielimy uczestników na grupy, więc z nami zawsze można zacząć od truchtania i marszobiegu. W kwietniu razem z trzydziestoosobową grupą TriMama wystartowałam w biegu na pięć kilometrów. Za tym wydarzeniem kryją się niesamowite emocje trzydziestu kobiet, które najczęściej nigdy nie biegały, a teraz wstały z kanapy i wystartowały! Moje serce biegło trzydzieści razy, a ja sama dotarłam do mety jako ostatnia, bo biegłam za nimi! Medal z tego biegu jest dla mnie najcenniejszy. A te dziewczyny biegną dalej, bo one już nie chcą się zatrzymać! Przychodzą na treningi niedzielne, marzą dalej. Ostatnio brały udział w biegu na dziesięć kilometrów, niektóre z nich debiutowały w półmaratonie.

W ostatnich kilku latach sport stał się moim sposobem na realizowanie się, na wychowanie dzieci, na dbanie o zdrowie i kondycję. W parze ze sportowym stylem życia idzie właściwe odżywianie. Nie jest to dla mnie łatwy temat, bo choroba zabrała mi smak i węch. Bez tego trudno się pasjonować kuchnią i rozwijać w tej dziedzinie. Tym bardziej mnie to pociąga, wręcz fascynuje. Poszukuję nowych przepisów, pomysłów, smaków – tak, tak, kierując się kolorami i wspomnieniami. Paweł jest pierwszym recenzentem moich kulinarnych eksperymentów.

W moich artykułach nie znajdziesz gotowej recepty na szczęście i zdrowie, bo uważam, że każdy definiuje to inaczej. Za to obiecuję, że przepełnione będą pozytywną energią. Pokażę, jak można aktywnie spędzać czas, skąd czerpać motywację każdego dnia, jak budować relacje między pokoleniami i jakie to ważne w życiu każdego z nas. Ciekawych tematów i pomysłów na pewno mi nie zabraknie! Do usłyszenia!

CHPL/CHVOLT/0077/17

Żyjmy aktywnie

Pokonaj ból stawów i ciesz się wspólnymi chwilami z najbliższymi.

Patronem serwisu Rozruszaj Stawy
jest producent żelu
Voltaren MAX,
jedynego żelu przeciwbólowego, który działa
aż do 12 H*

Dowiedz się więcej

* Dotyczy żeli przeciwbólowych z diklofenakiem bez recepty.

Voltaren Max Żel